Właśnie dlatego nie lubię świąt. Wszystko było dobrze zanim Ona się napiła. Najpierw zaczęła wrzeszczeć (właściwie bez powodu) potem biła brawo i wygoniła gości, a na końcu zwyzywała ojca i rozpłakała się. Siedziałam w swoim pokoju i czekałam aż pójdzie spać. Przy mnie próbowała co prawda zachować równowagę i spokój, ale i tak stwierdziłam, że lepiej Jej nie prowokować. Dwadzieścia minut temu wreszcie poszła spać. A ja miałam nieszczęście wejść do pokrwawionej łazienki. Wolę się nie zastanawiać, co znowu zrobiła.
A teraz jem. Trzeci kawałek babki drożdżowej. Pewnie zaraz wetnę coś jeszcze. Wiem, że to bezsensu, że to zajadanie emocji i w ogóle, ale jakoś musiałam.
edit. Zanim skończyłam pisać ten wpis zmieniłam zdanie. Jednak nie potrzebuję nic poza tym ciastem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz