Mam rozpieprzoną psychikę. Czuję, że dzieje się ze mną coś złego. Nie ma to nic wspólnego z tym, co do tej pory było we mnie. Brak emocji. Zupełny brak jakichkolwiek emocji. Tylko wyrachowanie i cynizm, i celowe niszczenie, i oglądanie własnego dzieła.
Są rzeczy od których nie można uciec, jeśli nawet odejdzie się od nich bardzo daleko.
Zanim wpadłam na genialny pomysł by iść do psychologa i psychiatry, zdążyłam już wejść we wszystko, w co tylko dałam radę. Było ED, były niebezpieczne zachowania, był alkohol, popieprzone relacje z otoczeniem a przede wszystkim... ciągłe uczucie pustki, niezadowolenia z siebie i własnej osoby. Ten blog to moja terapia. Może... może uda mi się wreszcie z tego wyjść?
niedziela, 4 maja 2014
piątek, 25 kwietnia 2014
36. Dom demotywuje
Do takich wniosków doszłam kiedy tam byłam. Niby nic złego się nie działo, ale z "moich" i "ważnych dla mnie" spraw nie zrobiłam tam absolutnie nic. Za to po powrocie od razu się zapaliłam i wykonałam masę ważnych spraw.
Pochwalę się. Możliwe, że skończę mgr w tym miesiącu. TAK W TYM:)
niedziela, 20 kwietnia 2014
35. Wielkanoc
Właśnie dlatego nie lubię świąt. Wszystko było dobrze zanim Ona się napiła. Najpierw zaczęła wrzeszczeć (właściwie bez powodu) potem biła brawo i wygoniła gości, a na końcu zwyzywała ojca i rozpłakała się. Siedziałam w swoim pokoju i czekałam aż pójdzie spać. Przy mnie próbowała co prawda zachować równowagę i spokój, ale i tak stwierdziłam, że lepiej Jej nie prowokować. Dwadzieścia minut temu wreszcie poszła spać. A ja miałam nieszczęście wejść do pokrwawionej łazienki. Wolę się nie zastanawiać, co znowu zrobiła.
A teraz jem. Trzeci kawałek babki drożdżowej. Pewnie zaraz wetnę coś jeszcze. Wiem, że to bezsensu, że to zajadanie emocji i w ogóle, ale jakoś musiałam.
edit. Zanim skończyłam pisać ten wpis zmieniłam zdanie. Jednak nie potrzebuję nic poza tym ciastem.
sobota, 19 kwietnia 2014
34. Psoriasis
Pierwszy raz zachorowałam kiedy miałam 9 lat. Pamiętam, że oglądałam moje chropowate dłonie, brzydkie paznokcie i swędzącą skórę i zastanawiałam się, czy to ważne. Ona uznała, że to grzybica i nie ma się czym przejmować. Przechodziłam z tym kilka lat, zanim pojawiły się plamy na głowie. Kiedy weszłam z Nią do pani dermatolog, ta powiedziała tylko: tak bardzo mi przykro, ona jest jeszcze taka mała. Strasznie mnie to przeraziło. Nie wiedziałam co się dzieje, ale strasznie się bałam, że stało się coś strasznego. Psoriasis, co dla mnie znaczyło tyle co dziadek leżący w swoim pokoju i owinięty torebkami foliowymi albo szkolna bibliotekarka z jej pokrwawionymi rękami.
Potem moi rodzice uznali, że nie ma o czym mówić. U mnie w domu nie mówiło się o trudnych sprawach, zamiatane pod dywan piętrzyły się i tylko ja widziałam, że wciąż tam są. Podczas terapii u psychologa dowiedziałam się, że już wtedy musiało być ze mną bardzo źle skoro choroba się ujawniła w tak młodym wieku.
czwartek, 17 kwietnia 2014
33. Studia doktoranckie
Zawsze stresowałam się powrotem do domu. Chodziło o to, że czułam się tutaj wiecznie oceniana, zbyt gruba, zbyt niedoskonała i taka... z boku. Rodzice z bratem oglądali telewizję ale nigdy nie robili tego ze mną, nawet obiad jedli sami. To niby takie głupoty, ale naprawdę we mnie uderzały. Teraz tego nie czuję. Spotkania z psychologiem pomogły mi "ich" pokonać. Widzę, że i Ona, i ojciec szukają ze mną kontaktu i to ode mnie zależy czy im odpowiem, czy zjem z nimi, czy obejrzę film.
Zaproponowano mi pracę na uczelni i studia doktoranckie. Jestem w kropce. Z jednej strony naprawdę się cieszę, że mi to zaproponowano, ale z drugiej... ta propozycja padła z drugiego kierunku, a ja wolałabym jednak robić doktorat na pierwszym. Tyle, że na pierwszym są dziesiątki doktorantów i pewnie nikt nie zaproponuje mi pracy (o ile ktokolwiek zaproponuje mi doktorat).
Z moim jedzeniem jest naprawdę dziwnie. Zauważyłam, że w domu kompletnie zapominam o nim, by przypomnieć sobie zrywami. Rano coś zjem, potem jest jakiś obiad i o północy zauważam, że zapomniałam o kolacji. Nie mam apetytu. Nic mi też specjalnie nie smakuje.
środa, 9 kwietnia 2014
32. Zbawiam świat
Wstałam raptem trzy godziny temu a już zdołałam dwa razy uratować świat, załagodzić konflikt rosyjsko-ukraiński i wynaleźć lek na raka. Tak mniej więcej się czuję. Działanie to rzecz niesamowita. Szczególnie takie działanie, które niesie ze sobą określone, szybkie korzyści. Napisałam miliard maili, na połowę z nich już otrzymałam odpowiedź. W dodatku rozwiązałam kilka palących problemów (tak mnie paliły przez ostatnie kilka miesięcy a jakoś nie umiałam ich tknąć). Teraz tylko pozostało poprawienie pierwszego rozdziału pracy licencjackiej i jutro mogę rozpocząć panowanie nad światem.
A tak z mniej szalonych kwestii: lubię dietę, lubię parówki, lubię białka i nienawidzę węglowodanów. Węgle to depresja, wielka waga i paskudny obraz w lustrze. Białka to piękno, szczupłe ciało i działanie.
Jest prawie dobrze.
poniedziałek, 31 marca 2014
31. Wściekłość
Wściekłość i gniew. Bije po głowie, falami uderza w moje jestestwo. Ułożony na chwilę kruchy świat, rozpada się na wiele nijakich elementów. Gdyby tak można było rozerwać siebie, zrzucić skórę i uciec tam, gdzie nikt nie odnajdzie. o byłoby prawdziwe szczęście.
Subskrybuj:
Posty (Atom)