Znowu zepsułam masę spraw. Zawaliłam. Wiecie co jest najgorsze? Świadomość, że tak naprawdę, kiedy dacie sobie spokój z robieniem wszystkiego co trzeba nic się nie stanie. Świat się nie zawali. Nic nie zmieni swojego miejsca. Tylko wy zostaniecie z tyłu. I tylko w waszej głowie.
Wymyśliłam sobie, że tak dalej nie można trwać w tym bezładzie. To nie ma sensu, ani znaczenia. Co z tego, że biorę leki i chodzę do psychologa, skoro nadal nic nie robię?
3 godziny. 3 godziny pisania dziennie.
To rozwiązałoby moje wszystkie problemy (większość).
W ramach postu: nie piję alkoholu, nie jem słodyczy, chleba (żadnego), unikam makaronów i ryżu, staram się ćwiczyć.
Jak bez tego nie schudnę to już nic nie wiem.
Masz rację przez Twoje zawalanie nic się nie zmienia ale po co masz się z tym źle czuć. Powodzenia w terapii :)
OdpowiedzUsuńDo świąt chudniemy! Też nie jem słodyczy. Damy radę
Nie dziękuję ;) Trzymam za nas kciuki.
UsuńMyślę, że zasada złotego środka miałaby zastosowanie i tu. Czyli wypełniać swoje urojone czasem misje na tyle,żeby czuć się w porządku, bez poczucia winy, ale z drugiej strony panować nad tym, żeby nie nakazywać sobie za dużo. Szczególnie druga część jest trudna. Bo całkowicie się uwolnić od tego chyba się nie da. Przynajmniej ja nie umiem.
OdpowiedzUsuńMyślę, że masz rację - ale przełamać się i COKOLWIEK robić... o tutaj mam największy problem!
Usuń