Zawsze stresowałam się powrotem do domu. Chodziło o to, że czułam się tutaj wiecznie oceniana, zbyt gruba, zbyt niedoskonała i taka... z boku. Rodzice z bratem oglądali telewizję ale nigdy nie robili tego ze mną, nawet obiad jedli sami. To niby takie głupoty, ale naprawdę we mnie uderzały. Teraz tego nie czuję. Spotkania z psychologiem pomogły mi "ich" pokonać. Widzę, że i Ona, i ojciec szukają ze mną kontaktu i to ode mnie zależy czy im odpowiem, czy zjem z nimi, czy obejrzę film.
Zaproponowano mi pracę na uczelni i studia doktoranckie. Jestem w kropce. Z jednej strony naprawdę się cieszę, że mi to zaproponowano, ale z drugiej... ta propozycja padła z drugiego kierunku, a ja wolałabym jednak robić doktorat na pierwszym. Tyle, że na pierwszym są dziesiątki doktorantów i pewnie nikt nie zaproponuje mi pracy (o ile ktokolwiek zaproponuje mi doktorat).
Z moim jedzeniem jest naprawdę dziwnie. Zauważyłam, że w domu kompletnie zapominam o nim, by przypomnieć sobie zrywami. Rano coś zjem, potem jest jakiś obiad i o północy zauważam, że zapomniałam o kolacji. Nie mam apetytu. Nic mi też specjalnie nie smakuje.