Są rzeczy, które już minęły i takie, które nie wrócą, choćby się bardzo chciało. Szanse, które przegapiamy. Szczęśliwe zakończenia, do których nie mamy już dostępu, bo za bardzo się baliśmy zrobić krok do przodu. Pchani śmiesznym przekonaniem, że jeśli się nie uda to zawali się nasz świat, woleliśmy trwać w bezruchu i czekać. Nie udało się, a świat nadal stoi. Nie udało się, bo nie spróbowaliśmy (może po spróbowaniu też by się nie udało, ale przynajmniej wiedzielibyśmy, że spróbowaliśmy, że walczyliśmy o swoje.
Myślę teraz o rzeczach, które można było zrobić wtedy, kiedy się miało 16 lat. Tylko tyle, aż tyle i ani dnia więcej. Mini sukcesy, których istota właśnie wtedy kształtowała sposób postrzegania świata przez całe późniejsze życie.
Teraz, w trakcie terapii, dotarło do mnie, że chociaż ich nie wykonałam to jednak nadal mogę nie "zmarnować życia". Może to śmiesznie brzmi, ale moje życie było bardzo nudne i zaskakująco smutne jednocześnie. Zbyt zachowawcza, raczej typ podglądacza niż faktycznego "przeżywacza". Teraz chcę inaczej, teraz chcę żyć, nie wegetować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz