Wydaje mi się, że powoli poznaję odpowiedź na to, dlaczego nic nie kończę. Kiedyś, kiedy było bardzo źle powiedziałam sobie, że jak tylko zrobię wszystkie zaległe sprawy - odbiorę sobie życie. Oczywiście za tą pełną wściekłości myślą nie szły w parze żadne czyny, ale wtedy naprawdę tak czułam. Może moja podświadomość właśnie wtedy się zablokowała? W pewien dziwny sposób postanowiła bronić mnie przede mną samą?
Skończyłam czytać kolejną książkę. Skończyłam jeden projekt. Bardzo próbuję cokolwiek robić, ale im bardziej się staram tym gorzej się czuję. Owszem, udaje mi się jakoś brnąć do przodu, ale... poczucie bezsensu atakuje mnie ze wszystkich stron, ciągle mam ochotę wymiotować, notorycznie boli mnie głowa, dławią mnie złe myśli o sobie samej. Może ja nadal walczę?
W poniedziałek widzę się z psychologiem. W piątek z psychiatrą. Dzisiaj nie wymiotowałam - jest dobrze.
Gratuluję Ci tych sukcesów! Jesteś cudowna, walczysz, tak dużo w Tobie determinacji by poukładać życie. Trzymam kciuki by się udało !
OdpowiedzUsuń:*
p.s. ja chyba się jednak zastanawiam, czy nie łatwiej by było z fluoksetyną iść przez życie... ale jeszcze nie zapisałam się na wizytę...
Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! :*
UsuńWiesz, zapisz się. Ja biorę leki od niecałego miesiąca i widzę ogromną poprawę. Dużo też pomaga psycholog, ale... leki to też podstawa. Spróbuj :)