Od śmierci wujka nie wymiotuje. To duży plus, chociaż w głowie ciągle mam te nieznośne myśli: idź do toalety, zrób to, będzie ci lepiej, patrz jak ci to ciąży na żołądku. I nie pomaga tłumaczenie: hej, ale ja zjadłam raptem jedną, upieczoną własnoręcznie babeczkę, nie jadłam nic cały dzień a to był normalny obiad. Mózg działa inaczej, on wie swoje, namawia. Od jego śmierci też jakoś tak zmieniło się moje patrzenie na siebie. Wcześniej chyba nie traktowałam aż tak poważnie tego, że chodzę do psychiatry i psychologa. Wydawało mi się, że to jest coś takiego co mnie przestawi na właściwe tory. Teraz widzę, że jeśli nie podejmę walki to nic mi to nie da. Niby taki banał, ale mnie teraz prześladuje. Chcę podejmować samodzielnie inicjatywę, chcę czuć radość z działania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz