środa, 26 lutego 2014

23. Lista niezałatwionych spraw

Po ostatnich paskudnych wpisach, przyszła pora na chwilę refleksji. Przede wszystkim... dzisiejszy dzień był całkiem przyzwoity pod względem mojego ukochanego działania. Niemal skończyłam poprawiać drugi rozdział pracy magisterskiej. W dodatku ćwiczyłam dzisiaj godzinę (i jutro też chcę). A co najważniejsze: wreszcie nie mam tak beznadziejnego nastroju, jak przez ostatnie kilka dni. Tworzenie jest jednak czymś szalenie ważnym. 

Będąc w domu napisałam sobie całą listę "niezałatwionych" spraw, które siedzą w mojej głowie. Były najmniejsze bzdury jak jakaś nieprzeczytana książka, albo nieodbyta (a zaplanowana) wizyta, ale pojawiły się też sprawy cięższe: nawrzeszczenie na nieżyjącą babcię, wygarnięcie tego co czułam ex-szefowej, dokończenie pracy magisterskiej, napisanie licencjackiej. Tego naprawdę zebrała się cała masa. Wiem, że to takie "dziecinne", ale mam wrażenie, że jeśli uda mi się wreszcie chociaż część z nich rozwiązać, to uda mi się też nadać swojemu życiu sens i znaczenie. Przestanę wreszcie  w e g e t o w a ć, a zacznę istnieć. To spora różnica. 
Słowa to chyba jedyny oręż, który mam. Tak, brzmi strasznie banalnie, ale to prawda. Z wieloma sprawami udało mi się rozprawić właśnie dzięki nim, dzięki ich sile i mocy.
Powoli chyba uda mi się "dokończyć" moje sprawy. Musi się udać, prawda? 

Ps: dzięki niedoszłemu zamachowi bombowemu nie poszłam w poniedziałek na spotkanie z psychologiem. Kochany człowiek, przełożył je na sobotę! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz