Przynajmniej na chwilę. Nic mnie nie boli i mam ochotę się uśmiechać. Jutro widzę się z psychologiem. Na pewno będzie lepiej. Wierzę w to! Na jednej z babskich stron znalazłam coś takiego:
Może to bardzo naiwne, ale dlaczego by nie? W sumie wolałabym jednak zostać człowiekiem sukcesu niż porażki. Dzisiaj czwarty dzień pod rząd widzę się ze znajomymi (kolejnymi) i zaczynam już padać ze zmęczenia. Najbardziej lubię ten swój malutki, samotny pokoik...

nie można lubić samotności, ale można do niej przywyknąć niestety. Człowiek na to czy będzie człowiekiem sukcesu czy porażki sam zapracowuje, chociaż to przychodzi z nieziemskim trudem i jedno i drugie. Najważniejsze by się starać ;)
OdpowiedzUsuńNieprawda! :) Ja uwielbiam samotność.
Usuń